sobota, 22 września 2012

Było tak ...



Dowiezienie (120 km) dziecka na czczo na 8 rano nie było problemem. Jeszcze czekaliśmy na wybicia ósmej - era komputerów. Przyjęcie do szpitala rach ciach i na oddział. Ja zajęłam się wypełnianiem dokumentów, a Rysiowy z Rysiątkiem poszli do zabiegowego. I zaczęło. Biedne dziecko nie mogli znaleźć żyły z 15 minut im to zajęło - maluch wyszedł cały mokry jak z kąpieli i uryczany kompletnie. I faktycznie żył nie widać. Niedziela minęła na dreptaniu po korytarzu. Ja za rączkę z Adasiem. Rysiowy pojechał do domu po południu nie było sensu by siedział. Poniedziałek operacja Adaś jako pierwszy z trzech, pierwszy bo najmłodszy. Po obchodzie poszliśmy na ekg serca zostało zrobione w akcji tak się darł a potem od razu do zabiegowego obejrzeli jak wygląda wenflon i dostał od razu zastrzyk potem na sali kroplówka. Wszystko w mega wrzaskach, trzymałam na kolanach jedna pielęgniarka patrzyła wenflon ja trzymałam też i rękę jego wtedy druga zastrzyk dawała pokopał ją i trzecia pomagała trzymać i się dziwowały że taki silny. Żal mi go było zaciskałam zęby, oj. Na sali płakał mi na kolankach z tą kroplówką, co już się trochę uspokoi to spojrzy na "kabelek" i znowu w płacz, aż w końcu zastrzyk usypiający zaczął działać trochę ikał weszły pielęgniarki do sali położyłam do łóżeczka. Nie buntował się czyli usypiał. Pielęgniarki proponowały bym poszła z nimi bo może jeszcze płakać co bym go uspokoiła ale powiedziałam że jak teraz się nie buntuje to już nie będzie. I pojechał (godz.8,20), a mi dopiero potem łzy poleciały nie wytrzymałam. Trzy godziny operacji. Myślałam że będzie gorzej ale ... na sali byłam z jeszcze jedną mamą Elą (mama małej Ani) która była fantastyczna i gadała i gadała ze mną że nie odczułam tak bardzo tych godzin i mi się nie ciągnęły. Przed godz. 12 przywieźli Adaśka siedział w łóżeczku, otumaniony, zapłakany,obciążony tym gipsem i na pewno przerażony bo nie wiedział co się z nim dzieje. A jak mnie zobaczył to wybuchł płaczem ogromnym. Biedak. Przyszła pielęgniarka podłączyła kroplówkę dostał od razu zastrzyk przeciw bólowy (ostatni więcej nie potrzebował przeciw bólowego zastrzyku) i z wielkim trudem ukołysałam go w wózku potem przełożyłam do łóżeczka i spał. Spał  krótko około półtorej godziny i od razy na korytarz chciał. Przyjechał potem Rysiowy i tak na zmianę go nosiliśmy cały dzień. Ciężki jest. Potem chciał spać ale i był głodny a jeść dopiero koło 15 mógł, a jak zjadł to i usnął też nie na długo. Jak mówią że po narkozie dużo się śpi ale nie w przypadku Adaśka. Dwa kolejne dni byłam już sama Rysiowy nie przyjeżdżał. namęczyłam się bo odpoczywałam jak tylko Adaś spał raz lub dwa razy w ciągu dnia to zależy jaka noc była. A tak to łaziliśmy i albo Adaś sam na własnych nogach albo nosiłam albo w wózku. Wszystko zależne od jego humoru było. Lekko nie było.  A o nocach to bym kolejną notkę mogła napisać, no lekko nie było. Żeby było weselej to i ząbkowanie znowu się zaczęło - ślinotok ogromny, smoka gryzł, do tego jeść nie chciał nic a nic tylko pił dobre i to. W nocy nie spał po 2-3 godziny, a wiecie jak ciężko z takim z sali chciał wyjść na korytarz, płakał wrzeszczał oj masakra, w wózku jakoś dawał się w końcu usypiać, na drzwi zawieszone było prześcieradło co by mniej światła wpadało. OJ. W środę po południu zaczął gorączkować i zaś nerwy czy to od ręki czy tak coś. Przyszła pediatra zbadała zleciła rano wyniki z krwi ... no ale w nocy nie gorączkował więc rano zmiana planów krwi nie będą pobierać. Po obchodzie nasz lekarz oznajmił że dziś wypis jak wcześniej zapowiedział, wziął do gipsowni i zmienił po raz pierwszy opatrunek oczywiście był wrzask już nie płakał i się nie bronił nie miał sił tego robić tylko wrzeszczał, a potem w zabiegowym wyjęli wenflon i trochę mu tam się paskudziło. nasz lekarz chciał dzień wcześniej już wyjąć go ale ja byłam na nie i zostało i dobrze bo jak mi za gorączkował to mu glukozę dali by był nawodniony - też był wrzask. Bidulek.  Nasz lekarz był taki dobry że nawet przyniósł nam wypis na salę - to ten sam co do niego jeździliśmy prywatnie i on robił operację i ogólnie jestem zadowolona z lekarza że tak napiszę. Teraz już czekaliśmy na Rysiowego ....


Adaś bardzo szybko przywykł do gipsu i już dnia następnego po operacji podnosił rękę wysoko stawał w łóżeczku raczkował itp. Po korytarzu za jedną rączkę nie chodził a biegał. Wszyscy myśleli że to dwulatek co połamał rączkę, a ja prowadzam go za rączkę tak profilaktycznie tylko. Nadał więcej życia oddziałowi był wszędzie w każdej sali, u każdego chorego, łamał serca wszystkich nawet tym którzy odwiedzali swe dzieci. Cygan. Miał też kolegę 7 letni Kamil który miał zabronione chodzić (tak już półtorej roku biedak) więc jeździł na wózku. Adaś jak go zobaczył to był wrzask radości na cały oddział za Kamilem, a Kamil za nim (sam ma dwuletniego brata). Kamil zaraził mnie swym optymizmem pomimo swej choroby, dzieci są dzielne i wzorem dla nas dorosłych. 


Pielęgniarki - większość super - dwie tylko minęły się z powołaniem ... A dwie inne to ANIOŁY. Warunki ok z minusem bo sala dla małych dzieci to klitka a w niej 4 łóżeczka jedna szafka przy łóżeczku która była zajęta przez mamą Elę (ponad dwa tyg. tam będą bo jeszcze leżą) i szafka z przewijakiem + szafki na ubrania czyli każdej po jednej półce. Szczerze powiem że gdyby nie to że nie było kompletu to byśmy się z tym całym osprzętem nie pomieściły. Mamy śpią na podłodze i nie wyobrażam tam kompletu czterech dzieciaczków + rodzic = szok. Ja spałam na kalimacie szpitalnej, Rysiowy chciał kupić mi materac ale mi było żal kasy na te 3 noce a potem się okazało że 4 noce. No i tej czwartej nocy dyżur miały nie pielegniarki a ANIOŁY, kazały mi wziąć w łóżka na korytarzu materac i to nie byle jakie łóżko z tych nowych wooow.  Słowa jednej z nich "cały dzień mama dziecko nosi i tak śpi ..."Było mi głupio, ale wzięłam i to nic że mało na nim spałam bo Adaś zastrajkował ale te około 4 godz. snu mi wystarczyły na nim by wypocząć, a podłoga twarda. Rysiowy jak po nas przyjechał to był w lekkim szoku że ja taka blada ale co się dziwić, noce ciężkie nieprzespane pomijam już że na twardej podłodze bo to już jakoś bym zniosła byle by przespać całą noc, do tego te noszenie Adasia najdłuższy dystans nasz codzienny to 3 godz. noszenia od kolacji (godz.17) do obchodu (godz.20). Nie mogłam go położyć spać bo by mi w ogóle w nocy nie spał a że marudny to musiałam nosić. Przy mojej chorej prawej ręce to był nie lada wyczyn zważywszy że przez gips to Adaś ciężejszy czyli 14,700 + gips. Nosiłam na lewym biodrze a prawe boli pewnie też i od podłogi a jak wezmę go na ręce to utykam na prawą nogę. Odpocznę to i wszystko wróci do normy.
Aaaa szpitalne jedzenie też tam dobre bo dojadałam po Adasiu jak zostawiał takie duże porcje dla dzieci są, czasem tylko biegałam na dół coś kupić. Adaś po operacji nie chciał jeść z początku mówiłam że zęby ale teraz w domu widać ze nie. To po intubacji ma podrażnione i je tylko serki i kaszki i sokiem kubusiem namaga, ale powoli będę mu tu coś innego podawać może na coś papkowatego się przekona.


Na sali z nami w tej klitce, jak wspomniałam, wcześniej leżała też mała Ania (2 m-ce) na wyciągu na bioderka. Mama Ela fantastyczna jak wspominałam bardzo się zżyłyśmy przez te dni wymieniłyśmy się telefonami i kto wie może kiedy się spotkamy w realu bo aż tak daleko to nie mieszkamy od siebie bo to te same strony. Brakuje mi tych naszych nocnych pogadanek. 


I co jeszcze w poniedziałek jak przyjechał do nas Rysiowy to przywiózł ze sobą trochę malin, powędrowały i do pielegniarek i się zaczęło :) czy sprzedajemy ? i że one chętne każdą ilość ... tyle zamówień było że w dniu wypisu przyjechał z 50 kg malin które rano trzeba było zebrać więc nasze wyjście było mocno opóźnione. Nam tam bez różnicy bo my na miejscu mamy na nie zbyt ale człowiek tez chce zrobić dobrze innym :) więc jak Rysiowy wszedł na oddział z Jasiem i swym bratem, to nie doszedł do naszej sali zaraz z socjalnego wysypały się kobietki i go porwały ... nie były by to baby :)
 Powiedziały że za rok dzwonią (bo mają mój tel) i przyjeżdżają po maliny.
Zapamiętają nas na długo przez te maliny.

Na koniec Rysiowy bierze na rączki najmłodsze Rysiątko a pielęgniarka " teraz już wiem po kim on taki duży"
A korytarz długi na 74 spokojne kroki spacerowe.

Poniżej Adaś w szpitalnym wózku.


Przed wczoraj wieczorem gorączka wystąpiła u Adasia. Wczoraj rano i wieczorem. Ale wczoraj zaprowadziłam do pediatry by na niego popatrzyła. Uspokoiła że to nie od ręki bo by dawał znaki i tak nie wymachiwał ją. Dziś już od rana ok więc może się uspokoiło. Sporo przeszedł więc może i stres odchodził i miejsce po wenflonie trochę podropiałe ale dostaliśmy w szpitalu plasterki i maść na to i dziś już pięknie. I przełyk podrażniony. biedaczek ale teraz już z dnia na dzień powinno być lepiej tylko będzie wył na zmianie opatrunku. We wtorek jedziemy znowu TAM na zmianę.
I pewnie cały dzień nam to zajmie.





A Jaś. Też przeżywał w te dni gdy Rysiowy był z nami Jaś gorączkował wieczorem stresowo. Rozmawia ze mną przez telefon i pierwsze co to pyta o Adasia jak się czuje, czy ma co jeść, bo ja serków z domu nie wzięłam, czy jest telewizor by bajkę mógł Adaś obejrzeć ....mnie z żalu gardło ściskało że spokojnie rozmawiać nie mogłam
Kochany braciszek.

To tak na szybkiego w skrócie, bo wiele pominęłam.
Kto dotrwał do końca temu chwała.






16 komentarzy:

  1. Biedactwo!!! Musiał tak wiele przejść :(
    Zdrówka dla synka!

    OdpowiedzUsuń
  2. smutna na serduszku jak takie malenstwo musi cierpiec:(( zdrowka

    OdpowiedzUsuń
  3. wiem co przeżyliscie, my też nie mieliśmy łatwo...zdrowia życzę

    OdpowiedzUsuń
  4. bidulek mały ale się nacierpiał :( życzymy Adasiowi, żeby juz wszystko było dobrze z rączką :*
    trzymajcie się cipelutko, dla Ciebie Mamcia dużo sił, wypoczywaj i Ty po tym szpitalu :*

    OdpowiedzUsuń
  5. bidactwo :( oby teraz bylo juz tylko lepiej :)) A Jasio jaki kochany braciszek!! wspaniale!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ci powiem ciotka ze no niestety swoje przeżyliscie ...ię i Ty i Adaśko musieliscie namęczyć kurczę mam nadzieje że jednak już w przyszłości takich bólów żadne z was nikt nie będzie musiał znosić....ja pamiętam jak moją Anię kłuli na migdałkach niby tylko tyci zabieg ale jak ona płakała po narkozie to i ja zalana łzami..straszne przeżycia szpital dla matki i dla dziecka....ale fajnie ze taka miła i fajna atmosfera na oddziale ze te pigułki tak was dobrze zapamiętają hah normalnie żescie dali im słodką łapówkę możę i ja kiedyś się załapię na takie malinki od was??:):) trzymajcie sie cieplutko paaaaaaaaaaa:):):):):)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witajcie KOchani !przeczytalam do konca ,lezka w oku sie krecila ...ale jak dotrwalam do konca i slowa Jasia ...lzy juz same polecialy ...widac ze chlopak kocha swojego brata i tez ürzezywal to ---Oj biedna przezylas duzo .w sumie cala wasza rodzina ale mam nadzieje ze teraz bedzie lepiej i troche odpoczniesz,wielka buzka dla Adasia ,zuch chlopak

    OdpowiedzUsuń
  8. popłakałam się, ech...Asiu, dobrze, że jesteście...wszystko już będzie dobrze, zdrowo i spokojnie i ufff...całuję mocno:-*
    ps: a ja nie wiem dlaczego nie dostawałam info,że u Ciebie notki, nie wiem, co robie nie tak, ale juz bede zagladała codziennie!Aneta

    OdpowiedzUsuń
  9. i ja się popłakałam,Jasio cudowny braciszek..przypomniały mi się nasze pobyty na oddziałach.pozdrawiam i zdrówka życzymy...malinki mniam

    OdpowiedzUsuń
  10. Najważniejsze,że wszystko już za Wami.Teraz tylko czekac na zdjęcie gipsu,a zleci jak niewiadomo co.Adaś dzielny chłopak,a i mama dzielniacha,że dała radę.Wiem co piszę.Ściskam Was mocno

    OdpowiedzUsuń
  11. Jesteś blogującą mamą?? Piszesz o wyczynach swoich pociech?? Zapraszamy do dodania bloga do spisu blogów
    http://kinderkowo.blogspot.com/. Jeżeli nie jesteś zainteresowana proszę o usuniecie komentarza.

    OdpowiedzUsuń
  12. Juz za Wami:) No nie było lekko,biedny Adaś, to jak dziecko tak wrzeszczy przy tych wszystkich przygotowaniach, to i my wiemy, ale daliście radę. Wiem o tych szpitalnych warunkach i fakt są różne pielęgniarki... Jak poczytałam o tej znajomej i jej córce, to od razu moja M i to co my przeszliśmy z bioderkami sie przypomniało. Ja jadę we środę na RTG końcowe i sie dowiemy, czy wszystko dobrze. A znajomej powodzenia życzę i wytrwałości dla małej a konsekwencji dla rodziców, to daje murowany sukces;) Asiu teraz tylko czekać zdjęcia gipsu :) Adaś, dzielny był;)

    OdpowiedzUsuń
  13. no wreszcie spokojnie mogę poczytać to to u was się działo... lekko nie było ale co najważniejsze duża cześci już za wami... a mały jak tam się czuje, biedny tyle przeżyć ale pocieszające jest to że nie będie tego pamiętał... pozdrawiam wam mocno i ucałuj swoich chłopaków.. ps wzruszyłam się jak czytałam o Jasiu!

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej hej Asiu ;))) Fajnie, że już macie za sobą te ciężkie chwile... Biedny tyle przeżył, zresztą wy nie lepiej, ale jestem w szoku, że Ty biedna na ziemi wrrrr

    OdpowiedzUsuń
  15. Teraz życzę co by czas szybko zleciał, gips ściągnięcie i raz dwa o wszystkim zapomnicie i będzie super!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Ściskam mocno i buuuuuuuuziaki posyłam :*

    OdpowiedzUsuń